Ryszard Nikiel Ryszard Nikiel
 

strona główna
O mnie
PiS
Urząd Marszałkowski
Rada Miasta Gdańska
Wydarzenia

Galeria

 
Wystąpienie na sesji Rady Miasta Gdańska


PROTOKÓŁ NR XXXIII/04
z XXXIII sesji RADY MIASTA GDAŃSKA,
która odbyła się w dniu 22 grudnia 2004 roku
w sali obrad Nowego Ratusz w Gdańsku
ul. Wały Jagiellońskie 1

Uchwała w sprawie uchwalenia budżetu miasta Gdańska na rok 2005 (druk nr 1060+autopoprawka)

Radny - RYSZARD NIKIEL

Dla klubu PiS najistotniejszy przy ocenie tego budżetu były dwa czynniki:
  • deficyt budżetowy,
  • plan inwestycyjny, w tym budżecie.
Jeśli chodzi o deficyt budżetowy to tak naprawdę niepokojące w tym jest, że staje się on trwałym czynnikiem na najbliższe kilka lat wpisane są kwoty, które mówią o tym, że będziemy musieli ratować się kredytami. Tutaj jest taka refleksja, że pan prezydent Adamowicz rządzi już tym miastem 6 lat czyli nie można mówić tu o jakimś zaskoczeniu. Czy podejście pana prezydenta do deficytu budżetowego, do tych problemów finansowych jest właściwe i przekonywujące dla naszego klubu? Zajmiemy się tym rejtingiem. Z tego ratingu wynika, że oni rzeczywiście oni też uważają, że do roku 2013 należy założyć, że zadłużenie miasta Gdańska będzie wzrastać.
Czy ta ocena jest dobra, czy zła? Ja uważam, że dobrze jest zrobić analizę porównawczą. Jak wyglądamy w stosunku do innych? Teraz patrzę. Miasto Kielce A-, Koszalin B+ trochę gorzej. Olsztyn A-, Ostrów Wielopolski BBB+ to samo można powiedzieć. Płock A -, Rywnik A-, Szczecin, w którym niedawno PO zbierała podpisy za odwołaniem prezydenta z powodu nieudolnych rządów ma dokładnie ten sam rating co Gdańsk - 3B uzyskał. Czy przekonywująca jest wobec tego polityka prezydenta wobec tak trudnej rysującej się sytuacji finansowej? Naszym zdaniem nie. Proponowane oszczędności, tak jak w przypadku tej sesji, tych uchwał okołobudżetowych są chaotyczne, często nieprzemyślane, sprzeczne z sobą. Tu wracam cały czas do tego druku 177 itd. Mi się wydaje, że potrzebny jest jakiś program oszczędności. Jak Gdańsk ma się zachowywać w obliczu tych 9 - 10 trudnych lat. Typowym przykładem jest tutaj oświata. Na edukację wydajemy rzeczywiście bardzo dużo, ale problem polega na tym, że wygląda na to, że rządzący nie zdają sobie sprawy dlaczego tak jest. Typowym przykładem jest sprawa szkół społecznych i prywatnych. Ja często słyszę na KE wnioski jakby było więcej tych szkół to by było lepiej. A tymczasem jest na odwrót. Dlaczego? Otóż powstanie szkoły społecznej bądź prywatnej oznacza to, że powiedzmy o,5 mln subwencji odpływa z budżetu miasta do tej szkoły. My tej szkole często dajemy budynek na warunkach preferencyjnych, można powiedzieć prawie za darmo. Ceny najmu są zaniżone. Te 0,5 mln my musimy uzupełnić dopłatą z budżetu dlatego, że dzieci najczęściej odchodzą do szkoły prywatnej, społecznej na zasadzie przypadkowej. Jest to ruch z różnych klas, szkół. Nie mamy możliwości zareagowania w ten sposób, że zmniejszamy ilość klas, nauczycieli itd. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ja nie neguję, że można przyjąć, że szkoły społeczne, prywatne preferujemy, powstają. Tylko trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji finansowej a nie twierdzić, że jest wręcz odwrotnie - powstanie więcej to jest lepiej. Z analiz wynika, jeśli chodzi o subwencję oświatową i to się potwierdza, że największe problemy mają te miasta i muszą najwięcej dopłacać, gdzie jest najwięcej szkół prywatnych i społecznych. Tak wynika z robionych analiz ekonomicznych. Trzeba sobie po prostu z tego zdawać sprawę.
Następna sprawa, jeśli chodzi o oszczędności w edukacji. Robione one są w sposób centralistyczny, biurokratyczny, na zasadzie wprowadzamy tam jakieś oszczędności od góry na zasadzie jedną głowę na szkołę - jakieś przeliczniki. Są to najgorsze metody zarządzania jakie można sobie wyobrazić.
Chciałem powiedzieć koleżanki i koledzy z PO, że często się chwalicie jacy to wy jesteście sprawni w zarządzaniu. Ja w edukacji tego nie widzę.
Następna sprawa - remonty w szkołach. Wydajemy duże pieniądze w jaki sposób - centralnie. Idą centralne przetargi, dyrekcje w ogóle nie mają na to wpływu. Jak się popatrzy na to co jest robione i za ile to można spokojnie złożyć, że gdyby te pieniądz dostali dyrektorzy to by zrobili dwa razy więcej albo czasami jeszcze więcej. Zastanówmy się bo może warto jest za 10 mln złotych zrobić dwa razy więcej?
Tak samo jest kwestia oszczędności. Czy zawsze musimy to robić od góry? Może wypracować mechanizm oszczędzania od dołu?
Problem polega na tym, że na ten temat na KE się nie dyskutuje, bo się uważa, że jest to sprawa władzy wykonawczej, że to jest zarządzanie. My jesteśmy tylko czasami zaskakiwani jakimiś decyzjami, o których dowiadujemy się z gazety. Apeluję o rozpoczęcie jakieś rzeczowej dyskusji jak tymi pieniędzmi gospodarzyć. Tutaj jest kwota prawie 450 mln złotych w tym roku.
Kolejny problem sieci. Jest jasne, że sieć szkół placówek musi się kurczyć ale do tego potrzeba konsekwencji. Jest to proces, który potrzeba realizować na bieżąco. Nie na zasadzie akcji zrywu. Musi on być przedstawiony obywatelom w sposób jasny, żeby można było to wytłumaczyć. Jestem w stanie poprzeć likwidację prawie każdej placówki, przedszkola pod warunkiem, że mam argumenty, że przyjdą do mnie rodzice, pracownicy i jestem im w stanie pokazać, że ta placówka faktycznie powinna zostać zlikwidowana.
Natomiast jeśli to jest wzięte tak sobie na zasadzie niejasnych kryteriów to wtedy rzeczywiście mi ręce też opadają bo nie jestem w stanie z tymi ludźmi dyskutować. Wobec tego trzeba to robić w sposób jasny, nie wygodny dla kogoś ale jasny dla obywateli aby tego można było bronić.
Pamiętajmy o jednym. Oszczędności sieci restrukturyzacyjnych są niestety powolne. Często tak naprawdę efekty widać dopiero w następnej kadencji, za 2- 3 lata. Moim zdaniem, jak obserwowałem, tutaj ze strony prezydenta najpierw olbrzymi impet, zapowiedzi, plan przygotowany tak sobie, a potem to jakoś, można powiedzieć, powietrze z balonu uszło. Tu naprawdę potrzebna jest konsekwencja, spokój, ale nie można się w pewnym momencie odwracać i mówić: no problemu nie ma, na razie zostawimy do sobie na 2 - 3 lata niech następna rada się martwi.
To jest na temat oszczędności.
Wysoka Rado.
Do tego budżetu nie zgłaszaliśmy poprawek jako klub bo tak naprawdę problem istnieje w inwestycjach, a inwestycje tak przyjęliśmy tutaj są wprowadzane do budżetu przez WPI. Na czym polega problem? Nie na tym powiedzmy, że my jako klub możemy mieć inne spojrzenie niż pan prezydent na inwestycje jest to zupełnie zrozumiałe.
Według naszego klubu problem tkwi w tym, że pan prezydent w ogóle nie próbował się z nami kontaktować. W ogóle nawet nie było dyskusji, zawarcia próby kompromisu. W tej sytuacji klub głosował przeciwko WPI. Jak prezydent wie i wysoka rada wie większość wolnych pieniędzy jest skumulowana w dziale inwestycje. To jest siedemdziesiąt kilka stron w budżecie miasta. Poprawić tego, w tej chwili nie możemy. W konsekwencji jak możemy postąpić? Wydaje mi się, że pan prezydent zapomniał o tym powiązaniu pomiędzy WPI, strategią i budżetem. Pan prezydent mówi, że Błędnik to będzie powiedzmy dla tych co głosowali. Ja powiem tak. To proszę pokazać, że była poprawka, czy żądanie klubu PiS, że chcieliśmy zdjąć remont ul. Marynarki Polskiej, Błędnika itd. Nie było takich wniosków. Natomiast rzeczywiści można przyjąć, że projekt WPI był w dużej mierze autorski prezydenta z poparciem klubu PO i to jest prawda. Natomiast, czy wobec tego inwestycje będą tylko pana prezydenta i klubu PO. Nie - bo będą realizowane za pieniądze podatników. Nie obrzucajmy się takimi demagogicznymi hasłami, że wobec tego ktoś zagłosuje przeciw budżetowi to jest przeciw inwestycją. W każdym budżecie są jakiś inwestycje i w zdecydowanej większości są w 90% słuszne.
To nie oznacza, że radny, że klub reprezentujących radnych ma obowiązek, że musi poprzeć budżet. Ja chciałem powiedzieć, że jestem w ogóle zdegustowany prezentacją jeżeli chodzi o budżet ze strony prezydenta. W dzisiejszych czasach to robi się to już multimedialnie, ze slajdami. Jest to jakiś szacunek dla odbiorców. Natomiast odczytano to zupełnie w starym stylu, na zasadzie uchwalić musicie, będzie przyjęty. Otóż dla klubu PiS jest jasne, że my nie mamy obowiązku akceptowania każdego budżetu. Nie mamy obowiązku, akceptujemy dobre i te które, w których osiągnięto pewien kompromis, przekonano nas do rzeczy. W tym przypadku tego nie było. Wobec tego stanowisko klubu jest negatywne wobec projektu budżetu na rok 2005.

Radny - RYSZARD NIKIEL

Chciałabym odpowiedzieć Maciek tobie na dwie rzeczy.
Nie lubię takich odzywek typu dzieci, zabawki. To ja mogę powiedzieć, że wy głosowaliście za WPi i za budżetem głosujecie bo obowiązuje was dyscyplina partyjna i nie macie w gruncie rzeczy wyboru i do widzenia. Ale czy mamy dyskutować na tym poziomie, tak chcesz?
Proszę nie pouczać na temat ustawy samorządowej. Ja wiem, że prezydent został wybrany przez mieszkańców miasta Gdańska ale na razie to jest tak, ze prezydent przedstawia projekt budżetu ale rada musi go przyjąć? Czy może go przyjąć? Dobry prezydent zabiega o poparcie polityczne, zabiega, aby takie uchwały kluczowe przechodziły dużą większością głosów, ale można przyjąć taką strategię, że przepycha to jednym głosem. W tym momencie nie miejmy pretensji do klubu tylko do autora takiej polityki. Wyjaśnijmy to sobie. To nie jest kwestia obrażenia się jak małego dziecka, bo ja się na nikogo nie obraziłem. Tobie podaje rękę, a panu prezydentowi podaje rękę, uśmiecham się mówię cześć itd.
Jeśli ty uważasz, ze można było nie rozmawiać z nami w ogóle na temat WPI, nie próbować dojść do kompromisu to powiedz to otwarcie, że uważasz, że nawet jak się z klubem nie rozmawia to on powinien głosować za. Jeśli takie jest Twoje osobiste przekonanie to ja je uszanuje, ale rozmawiajmy poważnie.
   
powrót na górę strony